Indygo - Michał Chmielewski

Michał Jan Chmielewski
Rocznik Czernobyla, mieszka na Facebooku. Uwielbia lata dziewięćdziesiąte i muzykę instrumentalną. Zazwyczaj czyta trzy książki naraz (jedna nowa, dwie pozostałe czytane po raz kolejny), często spaceruje.

Pasjonat wszystkiego, między innymi origami, deskorolki, rolek, programowania, gier komputerowych, jojo, piłki nożnej, muzyki, rysowania, robienia zdjęć. Z tego wszystkiego ostało się pisanie.
Na poważnie rozpoczął od e-zinów, skupiając się na legendarnym niegdyś ActionMagu, potem zaczął bawić się w dziennikarstwo na terenie województwa zachodniopomorskiego, ale opowiadanie prawdy szybko go znudziło, więc przerzucił się na fikcję. Wyszedł z tego darmowy ebook Zrobiłbym coś złego, porozrzucane w internecie opowiadania i fikcyjne miasteczko Baskin Zachodnie, w którym rozgrywa się większość jego historii. W 2016 roku wydał w Genius Creations bestsellerowe Złe.

Indygo – Michał Jan Chmielewski

W Baskin Zachodnim dzieci znikają bez śladu niemal od zawsze. Uciekają z domu czy są uprowadzane? Żyją czy umarły? Nikt nie wie, jaki spotykał je los.

Nikt prócz Kusaka. Sadystycznego seryjnego mordercy, który je porywa i w bestialski sposób morduje. Równie wiele przyjemności jak torturowanie ofiar sprawia mu gra jaką prowadzi z lokalną społecznością i policją. Psychopata na co dzień przybiera różne maski: wzorowego obywatela, sympatycznego sąsiada, wolontariusza zaangażowanego w pomoc rodzinom ofiar. Karmi swoje ego ich cierpieniem, bezradnością i łatwowiernością. Czuje się bezkarny.

Los stawia jednak na jego drodze nietypowych przeciwników. Dwoje nastolatków połączonych tragedią i wspólnymi tajemnicami odkrywa, jaki los spotyka zaginione dzieci.

Nieprzygotowani wkraczają w świat dorosłych. Odnajdują prawdę, przyjaźni i miłość. Płacą za to wysoką cenę. Być może zbyt wysoką?

Michał Chmielewski zabiera nas ponownie do Baskin Zachodniego. „Indygo” to zupełnie inna opowieść niż „Złe”, ale równie prawdziwa, mocna i warta przeczytania!

Kto i dlaczego morduje dzieci w Baskin?

Informacje o książce

Rok I wydania 2019
Format: 12.5×19.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 300

druk ISBN 978-83-7995-220-5
epub ISBN 978-83-7995-221-2
mobi ISBN 978-83-7995-222-9
audiobook online: 978-83-7995-394-3

Ceny sugerowane:
książka: 34,99 zł
ePub: 29,99 zł
mobi: 29,99 zł
audiobook online: 34,99 zł

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo

Fragment

Prolog

Baskin Zachodnie, kwiecień 2009

Kusak czekał.

Czekał w zbożu, przy niewielkiej polnej dróżce, nasłuchując. Wskazówki zegarka mówiły, że to już, zaraz.

Nie było żadnych przeszkód. Idealne ramy czasowe, dobra okolica i, co najważniejsze, ofiara idealna. Przez kilka następnych godzin nikt za nią nie zatęskni, nikt się nie zmartwi. Będzie jego.

Czekał.

Dookoła rozciągały się łany zboża. Była końcówka lata – gorąco, duszno. W powietrzu śpiewały ptaki. Niedługo żniwa, zboże zniknie.

Ofiara się zbliżała. Jeszcze jej nie słyszał, nie widział, ale doskonale wiedział.

Wiedział o niej wszystko, a przynajmniej wszystko to, co było mu potrzebne do bezpiecznych łowów.

Czekał.

Nigdy nie słyszał głosów w głowie, nic niepokojącego nie mąciło jego snów. Zabijał, bo chciał, bo potrafił. I był w tym dobry. Do tej pory nikt go nie schwytał, nikt nawet nie podejrzewał, że jest Kusakiem.

Kusak był anonimowy. Dla ludzi nie istniał. Znali tylko efekty jego działań. Drżeli przed nim. A jednak na ulicy mijali go obojętnie. „Gdyby tylko wiedzieli” –  pomyślał. Poczuł przyjemny dreszcz.

Usłyszał ofiarę. Szła sama, z jej telefonu leciała hip-hopowa muzyka. „Wyjątkowo niskich lotów” –  ocenił Kusak. Jak można słuchać czegoś takiego? Ktoś, kto tego słucha, nie zasługuje, by żyć.

Wyciągnął z kieszeni buteleczkę z przeźroczystym roztworem i nasączył nim czarną wełnianą rękawiczkę na prawej dłoni.

Ofiara była coraz bliżej, w zasięgu jego wzroku. Głośnik telefonu charczał głośno, w bólach.

Kusak poczekał jeszcze chwilę, napinając wszystkie mięśnie. I zaatakował.

Wybiegł z szeleszczącego zboża, i zanim zdążyła zareagować, mocno chwycił ofiarę specjalnym chwytem, tak zwaną dźwignią. Mocny uścisk, ale nie za mocny, by nie uszkodzić karku, a ofiara zwiotczała sekundy potem.Teraz należała do niego. Tkwiła w uścisku, jej kończyny i głowa zwisały bezwładnie.

Zaciągnął ją w zboże.

Tam, oddalony od drogi, zdjął z niej szkolny plecak i wyłączył idiotyczną muzykę. Bateria telefonu była w połowie rozładowana, ale nic nie szkodzi. Przygotował się i na taką okoliczność. Z kieszeni wyciągnął małą, kieszonkową ładowarkę i podłączył do niej telefon. Policja skupi uwagę przede wszystkim na próbie namierzenia go, dlatego ważne, by jak najdłużej był włączony.

Chłopiec był w wieku gimnazjalnym.

Spokojnie, nie spiesząc się, Kusak związał jego ręce i nogi oraz zakneblował usta. Dzieciak powinien obudzić się dopiero za jakieś dwie godziny – roztwór był naprawdę mocny. Dzięki takiej właśnie ostrożności Kusak nigdy nie został złapany.

Z podłączonego telefonu napisał SMS-a. To ważny moment. Od wiadomości, jaka przyjdzie z powrotem, zależało, czy ofiara przeżyje.

Po niecałej minucie telefon zawibrował. Odpisała matka chłopca, wydając na niego wyrok śmierci.

Kusak uśmiechnął się leciutko, plecak założył na plecy, a ofiarę zarzucił sobie na bark. Prawie pięćdziesiąt kilo wagi, trochę ciężko, ale da sobie radę. Kusak jest silny.

Przeszedł tak dwa kilometry. Nie robił przerw. Odpocznie potem, w domu. Towarzyszył mu tylko jego własny oddech, z czasem coraz cięższy, i szelest zboża.

Zanim wyszedł na wąską ścieżkę po drugiej stronie pola, położył ofiarę i nasłuchiwał przez dłuższą chwilę. Gdy upewnił się, że w pobliżu samochodu, który tu zostawił, nie ma nikogo, wrzucił chłopca do bagażnika.

*

Wjechał na stację benzynową. Ofiara nadal spała w bagażniku. Upewnił się, że jej telefon jest naładowany, wyciszył go i owinął kawałkiem folii, ścierając wcześniej odciski palców.

Na parkingu stało kilka TIR-ów. Kierowca jednego z nich siedział za kierownicą przy otwartych drzwiach, palił papierosa i rozmawiał przez telefon.

Kusak zaparkował po drugiej stronie placu. Upewniwszy się, że kierowca nie zwraca na niego uwagi, wysiadł i do niego podszedł.

– Przepraszam – wtrącił nieśmiało. – Bierze pan może na stopa?

– Poczekaj – rzucił kierowca do słuchawki, robiąc zdziwioną minę. – Co?

– Chciałem się tylko spytać, czy wziąłby pan na stopa. Za dwa dni muszę być w Austrii, a mój samochód trochę zaniemógł.

– Nie, panie. Nie biorę na stopa ani do Austrii, ani do, kurwa, Hong Kongu. Ja na Rosję jadę.

To tyle. Kierowca z powrotem przyłożył słuchawkę do ucha i przymknął drzwi. Koniec rozmowy.

Kusak przeprosił na odchodnym, ale facet już stracił nim zainteresowanie. Dobrze.

Upewniwszy się, że nikt nie patrzy, wsunął telefon pod plandekę przyczepy .

Do swojego garażu wjechał niecałe pół godziny później, akurat w momencie, gdy z bagażnika zaczęły dochodzić odgłosy szamotaniny.

Ofiara dochodziła do siebie.

*

Z prasy:

ZAGINĄŁ ŁUKASZ FOWARCZYK. RODZINA PROSI O POMOC

Trwają poszukiwania 12-latka, który zaginął czwartego kwietnia. Chłopca po raz ostatni widziano w szkole.

Rodzice zgłosili zaginięcie wieczorem tego samego dnia. Policja zorganizowała grupę poszukiwawczą składającą się z funkcjonariuszy, strażaków i wolontariuszy. Dotychczas sprawdzono wszystkie możliwe miejsca, w których 12-latek mógł przebywać z własnej woli, jednak…

12-LATEK WCIĄŻ NIEODNALEZIONY

Wciąż trwają poszukiwania zaginionego kilka dni temu Łukasza Fowarczyka.

– Im więcej czasu mija, tym mniejsze prawdopodobieństwo szczęśliwego zakończenia – powiedział mł. asp. Tomasz Witkowski. – Dlatego nasz zespół pracuje bez wytchnienia. Sprawdzamy każdy możliwy trop.

Mimo upływu dni los 12-letniego Łukasza wciąż pozostaje nieznany. Scenariusz zakładający porwanie dla okupu według mł. asp. Witkowskiego jest mało prawdopodobny.

– Na razie za wcześnie mówić o jakiejkolwiek możliwości, ale nie spodziewałbym się porwania. Bardziej prawdopodobne jest, że wszedł gdzieś, wpadł w dziurę, nie może wyjść. Dlatego sprawdzamy wszędzie, przeczesujemy okoliczne łąki, badamy opuszczone domy w okolicy, poniemieckie bunkry…

OSTATNIE ZDJĘCIE ŁUKASZA

Na zdjęciu zrobionym z monitoringu przy głównym skrzyżowaniu Baskin widać 12-letniego Łukasza Fowarczyka. Tutaj ślad się urywa. Chłopiec zaginął sześć dni temu.

POMÓŻ ODNALEŹĆ ŁUKASZA!

Rodzina apeluje o pomoc w odszukaniu zaginionego Łukasza.

– Wierzę, że mój syn tam gdzieś jest. Żyje i czeka na mnie – mówi Iwona Fowarczyk, matka zaginionego chłopca. – Znajdę go. Poruszę niebo i ziemię, a znajdę go.

Na Facebooku utworzono wydarzenie związane z poszukiwaniami chłopca. Grupa wolontariuszy przeczesywać będzie tereny, które już wcześniej były sprawdzane przez policję.

– Policja mogła coś przeoczyć – powiedział jeden z organizatorów.

Zbiórka wolontariuszy odbędzie się o godzinie 8.00 przy ratuszu, udział może wziąć każdy…

NOWY TROP W SPRAWIE ZAGINIONEGO NASTOLATKA

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jest nowy trop w sprawie tajemniczego zaginięcia Łukasza Fowarczyka. Chłopiec wyszedł ze szkoły ponad tydzień temu i do dziś nie dał znaku życia.

– Na razie ze względu na dobro śledztwa nie możemy zdradzać szczegółów, ale…

KIERUNEK UKRAINA, CZYLI NOWY TROP W SPRAWIE ZAGINIONEGO CHŁOPCA

Nowy trop urywa się na Ukrainie! Właśnie tam miał trafić telefon 12-letniego Łukasza Fowarczyka.

Policji udało się go namierzyć dzień po zaginięciu, jednak ze względu na dobro śledztwa nie ujawniono szczegółów. Dziś wiadomo, że telefon należący do zaginionego chłopca w bardzo krótkim czasie znalazł się na granicy polsko-ukraińskiej.

Niestety, tam ślad się urywa, co oznacza, że telefon został wyłączony lub zniszczony.

– Być może rozładowała się bateria – powiedział mł. asp. Tomasz Witkowski.

Obecnie oficjalnym powodem zaginięcia jest porwanie.

– Łukasz napisał mi SMS-a, że idzie do kolegi – powiedziała nam Iwona Fowarczyk, matka zaginionego. – Odpisałam, żeby tylko przyszedł na obiad. Gdy nie wrócił na czas, pomyślałam, że się zasiedział…

*

Kusak czytał wszystkie informacje dotyczące zaginięcia Łukasza Fowarczyka.

Jeśli wierzyć prasie, nic, absolutnie nic nie było w tej sprawie wiadomo. „Ukraiński trop” urywał się zaraz po rozpoczęciu, nie było podejrzanych, nagrań z monitoringu, żadnych fizycznych śladów, niczego. Telefon może kiedyś znajdą, może nie. To jednak nie miało już żadnego znaczenia.

Lokalna prasa rozpisywała się o sprawie codziennie, ale ogólnopolskie dzienniki poświęciły jej kilka kolumn i to było na tyle. Codziennie ktoś gdzieś ginie, nie ma sensu rozpisywać się o tym jednym przypadku.

Kusak był bardzo ostrożny w dobieraniu ofiar. Miał swoje sposoby. Wiedział, że rodzina Fowarczyków nie ma żadnych wpływów, rodzice nie są nikim ważnym, nie mają kontaktów ani pieniędzy.

Tymczasem od zaginięcia minął miesiąc. Ludzie znudzili się tematem, prasa napisała wszystko, co mogła napisać, kilkakrotnie powtarzając te same fakty. Nic nowego w tej sprawie się nie pojawiało. Chłopak zaginął – i tak już pozostało. Rodzice wciąż walczyli, próbowali, szukali na własną rękę, rozmawiali z ludźmi. Nawet z Kusakiem. Oczywiście nawet nie podejrzewali, że ten miły człowiek, który zaangażował się w poszukiwania, mógłby mieć z tym coś wspólnego. Kusak pojawił się na spotkaniu zorganizowanym w ratuszu. Udzielał się jak każdy inny, nie za dużo i nie za mało, tak w sam raz, by nie wychylać się w żadną stronę.

To był ostatni dzień życia chłopca.

Indygo - Michał Chmielewski